X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przed wpadką. W wypadku klasycznej schizofrenii paranoidalnej można by go
popchnąć do ujawnienia się, a nawet do samookaleczenia. Ale nic ci to nie da.
Bloom traktował samobójstwo jak śmiertelnego wroga.
 Pewnie masz rację  przyznał Crawford.  Czy możemy go czymś rozwścieczyć?
 Dlaczego pytasz? W jakim celu?
 Sformułuję to inaczej: czy możemy go rozjuszyć i skierować jego wściekłość
przeciwko konkretnej osobie?
 On i tak już uważa Grahama za swojego przeciwnika, sam wiesz. Nie baw się że
mną w kotka i myszkę. Chcesz, żeby Graham nadstawił karku?
 Chyba nie ma innego wyboru. Albo tak, albo dwudziestego piątego znowu poleje się
krew. Pomóż mi.
 Ty chyba sam nie zdajesz sobie sprawy, o co prosisz.
 O radę... proszę cię tylko o radę.
 Nie myślę o sobie  rzekł Bloom.  Chodzi mi o to, czego żądasz od Grahama. Nie
chciałbym, żebyś mnie zle zrozumiał, normalnie bym ci tego zresztą nie powiedział, ale
co twoim zdaniem jest siłą napędową Willa?
Crawford pokręcił głową.
 Strach, Jack. On się boryka z niemałym bagażem strachu.
 Bo został ranny?
 Nie, niezupełnie. Strach jest wytworem wyobrazni. To kara, cena, jaką płaci się za
wyobraznię.
Crawford wpatrywał się w swe masywne dłonie, splecione na brzuchu. Poczerwieniał.
Rozmowa zeszła na krępujący temat.
 Jasne. Ale o tym między chłopakami się nie mówi, mam rację? Nie martw się, że
powiedziałeś mi o jego strachu. Nie uważam go za mięczaka. Aż taki głupi nie jestem.
 Wiem, Jack.
 Nie kazałbym mu nadstawiać karku, gdybym nie mógł mu zapewnić pełnej ochrony.
No, może w osiemdziesięciu procentach. Zresztą on sam potrafi się troszczyć o siebie.
Może nie jest w tym najlepszy, ale szybki. Pomożesz nam wywabić Szczerbatą Lalę,
doktorze? Pomyśl, ilu już zabił.
 Tylko jeżeli Graham zgodzi się podjąć takie ryzyko z własnej woli. Muszę to od niego
usłyszeć.
 W tej sprawie się zgadzamy. Ja też go nie podpuszczam. Nie bardziej, niż my
wszyscy podpuszczamy się nawzajem.
Crawford znalazł Grahama w niewielkiej pracowni obok laboratorium Zellera,
zarzuconej fotografiami i prywatnymi dokumentami ofiar. Poczekał, aż odłoży biuletyn
sił porządkowych.
 Posłuchaj, co się kroi na dwudziestego piątego.  Nie musiał tłumaczyć Grahamowi,
że dwudziestego piątego wypada pełnia księżyca.
 Jak znowu zabije?
 Tak, gdyby znów były kłopoty.
 Nie ma co gdybać, to pewne.
 Za każdym razem wybierał sobotnią noc. Dwudziestego ósmego czerwca w
Brimingham, przy pełni księżyca. Dwudziestego szóstego lipca w Atlancie, dzień przed
pełnią, ale także w sobotę. Tym razem pełnia wypada w poniedziałek, dwudziestego
piątego sierpnia. Ale skoro on lubi koniec tygodnia, jesteśmy gotowi od piątku.
 Gotowi? My jesteśmy gotowi?
 Jak najbardziej. Wiesz, jak to wygląda w podręcznikach... idealna metoda tropienia
zabójcy?
 Nie spotkałem się z tym w praktyce. To zawsze wychodzi inaczej.
 Fakt. Ale to się może udać... wysłanie jednego faceta na miejsce zbrodni. Tylko
jednego. Niech tam siedzi, uzbrojony w krótkofalówkę, i dyktuje. Czasu będzie miał pod
dostatkiem. Tylko on... to znaczy ty.
Długa cisza.
 Co chcesz przez to powiedzieć?
 Począwszy od piątku w nocy, dwudziestego drugiego, w bazie lotniczej Andrews
mamy samolot wojskowy. Pożyczyłem go z MSW. Na pokładzie ekipa techniczna, no i
my... ja, ty, Zeller, Jimmy Price, fotograf i dwóch ludzi do zbierania zeznań. Ruszamy
natychmiast po otrzymaniu wiadomości. W godzinę i piętnaście minut dolecimy w
najdalszy zakątek kraju.
 A władze lokalne? Nie muszą z nami współpracować. Nie będą czekać.
 Wyłączamy wszystkie komisariaty i biura szeryfa. Co do jednego. Odpowiednie
rozkazy trafią do wszystkich centrali i wszystkich oficerów dyżurnych.
Graham potrząsnął głową.
 Bzdura. Nie wycofają się. Nawet nie mogą.
 Właśnie o to prosimy... to nic wielkiego. Chcemy, żeby pierwszy zawiadomiony
komisariat wysłał tam swoich ludzi, niech się rozejrzą. Niech poślą lekarzy i sprawdzą,
czy ktoś nie został przy życiu. Ale potem mają się wycofać. Blokady na szosach,
zbieranie zeznań, proszę bardzo... ale sama scena zbrodni zostaje zapieczętowana do
naszej dyspozycji. Po przyjezdzie wchodzisz tam z krótkofalówką. Jak ci przyjdzie
ochota, to nam coś powiesz, jak nie, to nie. Siedz tam do woli. A dopiero potem my się
wezmiemy do roboty.
 Miejscowi nie będą czekali. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ewagotuje.htw.pl
  • Copyright � 2016 Wiedziała, że to nieładnie tak nienawidzić rodziców, ale nie mogła się powstrzymać.
    Design: Solitaire

    Drogi użytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.