[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Schowała wypchaną torebkę do szuflady biurka i skierowała się do wind.
Piętro laboratoriów wydawało się puste, podobnie jak biuro. Kątem oka zarejestrowała jakieś
poruszenie i odwróciła się, spoglądając na drzwi prowadzące do pomieszczenia z retortami. Były
zamknięte, ale miała wrażenie, że jeszcze chwilę temu uchyliły się nieco. Może Livermore wszedł,
by tam na nią zaczekać? Gdy zrobiła krok w ich kierunku, usłyszała ostry brzęk tłuczonego szkła.
Dzwięk powtórzył się raz i drugi, niemal równocześnie rozległ się w oddali głośny dzwonek alarmu.
Zastygła na chwilę, zdumiona. Ktokolwiek był w środku, rozbijał właśnie aparaturę. Retorty! Niemal
biegiem dopadła drzwi i otworzyła je gwałtownie.
Podłogę zaścielało szkło ze zniszczonych retort, ale nikogo nie było. Rozejrzała się, przerażona
rozmiarami zniszczenia i nagłą zagładą tak wychuchanych zalążków życia. Ledwie widoczne pod
mikroskopem wielokomórkowe organizmy, mające dać początek nowym pokoleniom, umierały
właśnie na jej oczach i nic nie mogła na to zaradzić. Stojąc tak bezradnie, dostrzegła młotek leżący na
mokrej podłodze pomiędzy odłamkami szkła. Broń mordercy? Pochyliła się i podniosła go, niemal
równocześnie słysząc za plecami czyjś głos.
 Proszę obrócić się powoli. I bez sztuczek, bo wiele mogą kosztować.
Catherine Ruffin była zupełnie wytrącona z równowagi. To wszystko działo się za szybko jak na
nią. Zaczęła tracić poczucie rzeczywistości.
 Co? Co mam zrobić?
Obróciwszy się, dostrzegła czyjąś postać, stojącą w drzwiach. Postać trzymała coś, co
wyglądało na rewolwer.
 Proszę powoli odłożyć młotek  usłyszała.
 Kim pan jest?  Narzędzie upadło z hukiem na podłogę.
 O to samo chciałbym spytać panią. Nazywam się Blalock, z FBI. Oto moja odznaka. 
WyciÄ…gnÄ…Å‚ ku niej portfelik.
 Catherine Ruffin. Kazano mi tu przyjść. Doktor Livermore mi kazał. Co tu się stało?
 Może pani to udowodnić?
 Oczywiście, mam tu jego notatkę. Niech sam pan sobie przeczyta.
Ujął karteczkę koniuszkami palców i rzucił na nią okiem, po czym wsunął do koperty i schował
do kieszeni. Broń też zniknęła.
 Każdy mógł to napisać  powiedział.  Pani też.
 Nie wiem, o czym pan mówi. Ta kartka leżała na moim biurku, gdy kilka chwil temu
przyszłam do pracy. Przeczytałam wiadomość i postanowiłam załatwić sprawę od razu. Usłyszałam
brzęk tłuczonego szkła, więc weszłam. Potem zobaczyłam młotek i podniosłam go. To wszystko.
Blalock przyjrzał się jej uważnie, po czym skinął głową i pokazał dłonią, by poszła z nim do
biura.
 Może i tak. Potem to sprawdzimy. Na razie poproszę panią, by zechciała posiedzieć tu
spokojnie, ja tymczasem zatelefonujÄ™ w kilka miejsc.
Wyciągnął całą listę numerów. Trwało dość długo, nim uzyskał pierwsze połączenie, w końcu
na ekranie pojawiła się zaspana twarz Leathy Crabb.
 Czego pan chce?  spytała, ale zaraz oprzytomniała widząc, kto dzwoni.
 Pani męża. Chcę z nim porozmawiać.
 Ale... on jeszcze śpi.  Rozejrzała się niepewnie, a Blalock nie mógł nie zauważyć
pobrzmiewającego w jej głosie wahania.
 Naprawdę? To proszę go obudzić i dać do aparatu.
 Ale czemu? Czego pan chce?
 A zatem zaraz u państwa będę. Mam nadzieję, że nie sprawi to pani zbyt wielu kłopotów.
Czy może jednak woli pani obudzić męża, lub powiedzieć mi prawdę?
Opuściła oczy.
 Nie ma go  odparła cicho.  Nie było go przez całą noc.
 I nie wie pani, gdzie jest?
 Nie. I nic mnie to nie obchodzi. Poróżniliśmy się i wyszedł. To wszystko, co mam panu do
powiedzenia.
Ekran ściemniał, a Blalock natychmiast wybrał kolejny numer. Tym razem zupełnie bez skutku.
Spojrzał na Catherine Ruffin, która siedziała spokojnie, wciąż jeszcze otumaniona rozwojem
wydarzeń.
 Proszę pokazać mi drogę do gabinetu doktora Livermore a.
Chociaż zdezorientowana, zrobiła dokładnie to, o co prosił. Drzwi nie były zamknięte. Blalock
przepchnął się obok dziewczyny i zajrzał do środka. Blady, poranny blask słońca wpadał przez
szklane ściany do pustego pomieszczenia. Blalock wciągnął powietrze, jakby chciał wywęszyć ślad,
potem wskazał na drzwi po prawej stronie.
 DokÄ…d prowadzÄ…?
 Nie mam pojęcia.
 Proszę tu zostać.
Catherine Ruffin nie spodobał się jego ton, ale zanim zdołała zaprotestować, Blalock stał już
przyciśnięty do ściany i otwierał drzwi. Wewnątrz stał tapczan, na którym leżał Livermore z kocem
podciągniętym aż pod brodę. Blalock podszedł cicho i wziął doktora delikatnie za nadgarstek. Zpiący
natychmiast otworzył oczy, zamrugał i wyszarpnął rękę.
 Co, u diabła, pan tu robi?
 Sprawdzam pański puls. Chyba nie ma pan nic przeciwko temu?
 Owszem, mam i to bardzo.  Usiadł, odrzucając koc.  To ja jestem lekarzem i spcjalistą
od takich rzeczy. Przede wszystkim jednak, co ma znaczyć to najście?
 Doszło do kolejnego sabotażu w laboratorium z retortami. Włączył się alarm. W środku
znalazłem tę oto kobietę. Z młotkiem.
 Catherine! Czemu zrobiła pani coś tak głupiego?
 Jak pan śmie! Sam zostawił mi pan wiadomość, żebym przyszła. Pewnie po to, by zrzucić
wszystko na mnie. To pan potłukł retorty!
Livermore ziewnął i przetarł oczy, potem pochylił się, szukając pantofli.
 Tak pewnie myśli ten łapacz.  Pochrząkując włożył kapcie.  Znajduje mnie tutaj
śpiącego i nie dowierzając własnym oczom sprawdza mi puls, bo tętno osoby śpiącej jest zwykle
wolniejsze od tętna kogoś, kto gania z młotkiem po laboratorium. Idiota!  Wraz z ostatnim słowem
wstał na równe nogi.  To ja jestem odpowiedzialny za ten projekt. To mój projekt! Zanim oskarży
mnie pan o sabotaż, proszę znalezć coś lepszego, niż tylko nie uzasadnione podejrzenia. Niech pan
ustali, kto napisał tę kretyńską notatkę, a znajdzie pan ślad.
 To właśnie zamierzam zrobić  powiedział Blalock i zaraz potem zadzwonił telefon.
 Do pana  mruknął Livermore, podając słuchawkę agentowi, który najpierw słuchał w
skupieniu, a potem rozkazał ostrym tonem:
 Przyprowadzcie go tutaj!
Catherine Ruffin złożyła przed wyjściem zaprzysiężone zeznanie, nagrane na rejestratorze w
gabinecie doktora. Livermore zrobił to samo. Owszem, nie był w domu, pracował do pózna w
gabinecie, nie po raz pierwszy zresztą, potem ułożył się do snu na tapczanie w przyległym pokoju.
Spać poszedł około trzeciej nad ranem i nie widział ani nie słyszał nikogo do chwili, gdy Blalock go
obudził. Tak, możliwe jest wyjście z laboratorium retort tylnymi drzwiami, a potem poprzez biura
dostanie się do jego gabinetu, ale nie uczynił tego.
Doktor kończył już składanie zeznania, gdy w drzwiach pojawił się facet o podobnie ponurej
gębie jak u Blalocka i w podobnie niemodnym ubraniu, wprowadzając do środka Gusta Crabba.
Blalock odprawił podwładnego i skupił całą uwagę na Guście.
 Nie było pana przez całą noc w domu. Gdzie pan ją spędził?
 Nie pana pieprzony interes.
 Zwracam panu uwagę, że to nie jest właściwa odpowiedz. Nie wiadomo, gdzie pan
przebywał przez całą noc, znaleziono pana dopiero kilka minut temu, gdy zjawił się pan w swoim [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ewagotuje.htw.pl
  • Copyright © 2016 WiedziaÅ‚a, że to nieÅ‚adnie tak nienawidzić rodziców, ale nie mogÅ‚a siÄ™ powstrzymać.
    Design: Solitaire